|
2012-02-21
Nowe czasy, nowe mody, żyjemy coraz dłużej, chcemy wyglądać młodo i atrakcyjnie. Znacznie rośnie zapotrzebowanie na usługi chirurgów plastycznych, oraz zabiegi dermatologiczne. Służą one "odmładzaniu", upiększaniu. Do najbardziej popularnych i mało inwazyjnych należą: usuwanie owłosienia, powiekszanie ust, makijaż permamentny, juvederm, restylane, lipoliza, depilacja laserowa, przedłużanie rzęs, przeciwdziałanie nadpotliwości. Jeżeli interesuje Państwa opis tych zabiegów zapraszamy na stronę http://zabiegi-dermatologiczne.net.pl lub proszę kliknąć w tytuł artkułu.
20011-09-06
Uzależnienie to choroba mózgu - nowa definicja nałogów
Uzależnienie nie ma nic wspólnego z siłą woli. Według najnowszej definicji amerykańskich specjalistów, jest to permanentna choroba mózgu wymagająca odpowiedniego leczenia, obojętnie czy chodzi o uzależnienie od alkoholu, leków lub hazardu - informuje AP.
Dr Michael M. Miller z American Society for Addiction Medicine twierdzi, że uzależnienie to nie tylko kwestia złego zachowania. Podkreśla, że jest to przewlekła choroba wymagającego długotrwałego leczenia, podobnie jak cukrzyca czy miażdżyca serca.
Według klasycznej definicji, uzależnienie jest nabytą silną potrzebą wykonywania jakiejś czynności lub zażywania jakiejś substancji. Określa się je także jako ryzykowne, "wymykające się spod kontroli" zachowanie.
Wikipedia podaje, że uzależnienie psychiczne objawia się wzrostem napędu związanego z poszukiwaniem środka uzależniającego, spadkiem tolerancji na jego działanie (obniżenie efektu przyjemności), osłabieniem woli, obsesją brania i natręctwami myślowymi, które nawracają nawet po wieloletniej abstynencji. Do tego dochodzi jeszcze samooszukiwanie się i fizyczne wyniszczenie.
W nowej definicji amerykańskich specjalistów podkreśla się, że uzależnienie jest zaburzeniem mózgu, co lepiej ma uzmysłowić zarówno rodzinom osób uzależnionych, jak i lekarzom rodzinnym dlaczego tak często zdarzają się nawroty tej choroby i niepowodzenia w leczeniu.
Wyjaśnienie natury uzależnień stało się możliwe dzięki postępom w badaniach mózgu w ostatnich dwóch dekadach. "Przede wszystkim trzeba uzmysłowić sobie, że jest to zaburzenie chroniczne, występujące nawet po zaprzestaniu leczenia" - podkreśla dr Nora Volkow, dyr. National Institute on Drug Abuse.
Co takiego dzieje się w mózgu osób uzależnionych? Specjaliści ogólnie określają, że dochodzi do zakłócenia powiązań między emocjami, myśleniem i zachowaniem.
Według dr Volkow wystarczy, że nastąpi zakłócenie funkcjonowania kory czołowej, gdyż splata się tam sfera emocjonalna i kognitywna. Ta część mózgu dojrzewa najpóźniej, co tłumaczy dlaczego tak niebezpieczne jest eksperymentowanie z używkami w okresie dorastania.
Niektóre osoby są genetycznie bardziej predysponowane do wpadania w nałogi. Ale uzależniają się też ludzie, którzy nie mają takich skłonności. Wystarczy, że często sięgają po używki lub eksperymentują z hazardem, gdy chcą się pozbyć stresów, z którymi sobie nie radzą.
"W obu przypadkach dochodzi do zaburzeń w układzie nagrody mózgu" - twierdzi dr Volkow. Następuje wtedy wzrost wydzielania neuroprzekaźnika mózgu dopaminy w odpowiedni na pewne sprawiające przyjemności zachowania, takie jak picie alkoholu, palenie papierosów czy zażywanie narkotyków.
Takie zachowanie stopniowo wbudowuje się w układ nagrody, w następstwie czego rozwija się uzależnienie. I staje się ono przymusem nawet wtedy, gdy nie sprawia już przyjemności.
Dr Miller przekonuje, że nie należy z tego wnioskować, że nic już nie można, by wyrwać się z tego błędnego koła. "Chory musi podjąć walką i się leczyć" - twierdzi amerykański specjalista.
Nie ma tylko pewności czy do uzależnień można zaliczyć niektóre zachowania, takie jak seksoholizm, nadmierne objadanie się i uprawianie gier hazardowych. W tej spawie nie ma zgodności nawet wśród specjalistów.
"Niezbędne są dalsze badania w tym zakresie" - przyznaje dr Miller.
Dr Volkow dodaje, że dzięki najnowszym badaniom mózgu opracowywane są nowe, bardziej skuteczne metody leczenia uzależnień. Zamiast blokowaniu uczucia zadowolenie czy ukojenia, jakie daje używka, jak próbowano to robić do tej pory, będzie można wzmacniać połączenia w mózgu pomagające w pozbyciu się nałogu.
Dr Miller dodaje, że dzięki tym połączeniom w mózgu niektóre osoby łatwiej i szybciej wychodzą z uzależnienia. Nowe leki lub terapie powinny pomóc także tym osobom, które nie mają takich predyspozycji.
PAP - Nauka w Polsce
2011-07-07
Wspólnie z NZOZ Dromader otworzyliśmy program leczenia substytucyjnego mosób uzależnionych od opioidów.
Leczenie substytucyjne osób uzależnionych od opiatów to forma terapii farmakologicznej. Substytucja inaczej podstawienie polega na podawaniu pacjentom leków opioidowych zamiast dotychczas przyjmowanej Heroiny. W Polsce dominującą formą substytucji jest podawanie Metadonu, jednak coraz większą popularność zdobywa Buprenorphina. Na świecie początki leczenia substytucyjnego datujemy na lata 20 XX wieku. W Szwajcarii ponad 90% pacjentów objętych jest leczeniem substytucyjnym, osobom uzależnionym podaje się głównie Heroinę, w Holandii 3/4 pacjentów uzależnionych otrzymuje Heroinę w trakcie leczenia substytucyjnego. W naszym kraju pierwszy program leczenia substytucyjnego otwarto w 1992 roku.
Główne cele leczenia substytucyjnego to:
- redukcja przyjmowania nielegalnych narkotyków
- poprawa stanu zdrowia somatycznego i psychicznego pacjenta
- reintegracja społeczna uzależnionych
- redukcja zgonów w wyniku przyjmowania opiatów
- ograniczenie rozprzestrzeniania zakażeń w tym w szczególności: HIV, HCV, HBV oraz gruźlicy i innych zakażeń przenoszonych drogą krwiopochodną
- redukcja zachowań ryzykownych
- redukcja zachowań kryminogennych
- poprawa funkcjonowania pacjenta w dziedzinach życia społecznego, osobistego, rodzinnego
Kadra Programu Leczenia Substytucyjnego
lekarz psychiatra Tomasz Woźniak – kierownik programu
lekarz internista Waldemar Rudnicki – lekarz programu upoważniony do kwalifikacji pacjentów
specjalista terapii uzależnień Patrycja Socha
psycholog Malwina Mielewczyk
mgr Iwona Trzeciak – pielęgniarka koordynująca
strona www: Program leczenia substytucyjnego
2011-03-01
Odkryto neurony odpowiedzialne za uzależnienie od heroiny
Skłonność do powrotów do używania heroiny jest zależna od aktywności małej grupy neuronów kory przed-czołowej mózgu - informują naukowcy z USA na łamach "Nature Neuroscience". Wyniki ich badań, przeprowadzonych na zwierzęcym modelu uzależnienia, mają szansę pomóc w terapii uzależnionych od heroiny ludzi, nieradzących sobie z nawrotami uzależnienia.
Jak wiadomo z wcześniejszych badań, zarówno u gryzoni jak i u ludzi występuje silny związek pomiędzy uzależnieniem od różnych substancji i okolicznościami w jakich narkotyki lub używki były stosowane. Nałogowcy, próbujący skończyć z nałogiem są narażeni na nawrót uzależnienia kiedy znajdą się w sytuacjach w jakich zwykle zażywali narkotyki.
Yavin Shaham wraz z zespołem z National Institute on Drug Abuse w Baltimore odkrył, że mała grupa neuronów ze środkowej części kory przed-czołowej mózgu wykazuje zwiększoną aktywność, kiedy szczury uzależnione od heroiny znajdą się w środowisku, w którym wcześniej zażywały narkotyk.
Naukowcy wykazali też, że podanie zwierzętom leku selektywnie hamującego aktywność tych neuronów pomaga wykluczyć potrzebę używania heroiny u szczurów mających skłonność do nawrotów uzależnienia. Dalsze badania pozwolą ustalić czy w podobny sposób można będzie leczyć ludzi wychodzących z uzależnienia od heroiny.
źródło: PAP - Nauka w Polsce
2010-11-28
Brak heroiny to poważne zagrożenie dla użytkowników
Susza na rynku opiatów. Do szpitali masowo trafiają osoby zatrute zanieczyszczoną heroiną, a użytkownicy i specjaliści z organizacji pozarządowch potwierdzają, że podobnej sytuacji nie było od lat.
Użytkownicy heroiny trafiają do szpitali z objawami przedawkowania po zażyciu rozrobionej heroiny lub kombinacji silnych środków uspokajających, kofeiny i paracetamolu. Organizacje zajmujące się pomocą uzależnionym podają, że niektórzy użytkownicy tracili przytomność zaraz po podaniu dożylnym lub paleniu, inni wymiotowali, mieli objawy podobne do grypy lub czasowo tracili pamięć. Obecna sytuacja to jednak nie wynik działań policji i służb celnych. Afgańskie uprawy maku [90 proc. światowej heroiny produkowane jest z afgańskich upraw – hr.] zostały w tym roku zaatakowane przez robaki przenoszące grzyb, który zniszczył rośliny i ograniczył zbiory o połowę.
Problem dotyczy całej Wielkiej Brytanii, a alarmujące informacje napływają ze stolicy, hrabstw Lancashire (północny-zachód) i Surrey (południe), miast Stockton-on-Tees i Hastings. W tym ostatnim przed kilkoma dniami cztery osoby zostały hospitalizowane po zażyciu małej dawki czegoś, co miało być heroiną. Dr John Ramsey, toksykolog i dyrektor centrum zajmującego się badaniem leków i narkotyków przy akademii medyczej St George's w Londynie powiedział dziennikowi The Guardian, że w ostatnim czasie otrzymał 50 próśb o zbadanie próbek rozrobionej heroiny. Specjalista mówi, że ilość środków uspokajających, które wcześniej pojawiały się w heroinie sporadycznie, jest w ostatnim czasie znacznie większa.
Z kolei Gary Sutton z organizacji Release potwierdza, że niedobór heroiny na brytyjskim rynku widać od pewnego czasu, ale w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zapasy zupełnie się wyczerpały. Według niego heroina rozrabiana jest głównie z talkiem i paracetamolem.
- Mieszanie tego z alkoholem i metadonem jest bardzo ryzykowne, zgłasza się do nas dużo osób, które przedawkowały. To bardzo ważne, żeby ratownicy pracujący w pogotowiu oraz medycy na ostrych dyżurach mieli świadomość, że mają do czynienia z przedawkowaniem innych środków, niż heroina – mówi Sutton.
- Kiedy „susza” się skończy, ceny wzrosną, a tolerancja użytkowników na heroinę będzie niska, więc ryzyko śmiertelnych przedawkowań wzrośnie – dodaje Sutton.
Sytuacja jest na tyle poważna, że kilka organizacji zajmujących się redukcją szkód zorganizowało w zeszłym rygodniu spotkanie poświęcone temu problemowi. Planowane jest stworzenie internetowego serwisu informacyjnego, z którego użytkownicy dowiedzą się o zagrożeniu.
- Susza na rynku opiatów to poważny problem, dotyczący całego kraju – mówi Neil Hunt, dyrektor KCA, krajowej organizacji zajmującej się leczeniem uzależnień. - Heroina dostępna na ulicach UK to w tej chwili jeden wielki bałagan. Musimy uporządkować informacje dla użytkowników – dodaje.
Na brytyjskich forach internetowych przeczytać można komentarze użytkowników, którzy piszą, że takiego problemu z dostępem do heroiny nie widzieli od 30 lat.
źródło: hyperreal.info
2010-11-03
Vivitrol dopuszczony do leczenia uzależnienia narkotykowego
Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) wydała zezwolenie na wpuszczenie do obrotu Vivitrolu - aplikowanego domięśniowo środka wspomagającego leczenie pacjentów uzależnionych od narkotyków.
Vivitrol dopuszczony do leczenia uzależnienia narkotykowego.
Jak wynika z oświadczenia FDA, Vivitrol jest preparatem o przedłużonym uwalnianiu naltreksonu, który wstrzykuje się w mięśnie raz w miesiącu.
Lek ten działa jako blokada receptorów opioidowych w mózgu, ograniczając działanie morfiny, heroiny i innych opiatów.
Naltrekson otrzymał został dopuszczony do stosowania w leczeniu uzależnienia od alkoholu już w 2006 roku. Vivitrol, który podawany jest przez lekarza, wstrzykuje się przy użyciu specjalnych igieł załączonych do opakowania.
FDA badało bezpieczeństwo stosowania Vivitrolu przez okres sześciu miesięcy. Rezultaty porównano z wynikami badania grupy pacjentów, którym podawano placebo (środek obojętny), będących po całkowitej detoksykacji jak i fizycznie wolnych od uzależnienia narkotykowego.
Jak podało FDA, 36 procent pacjentów leczonych Vivitrolem było w stanie odstawić narkotyki przez pełne sześć miesięcy, w porównaniu do 23 procent z grupy biorącej placebo.
Jak wiele innych leków, Vivitrol ma również skutki uboczne, do których zaliczają się m.in.: nudności, zmęczenie, bóle i zawroty głowy, wymioty, zmniejszenie apetytu, bóle i skurcze mięśni.
źródło biomedical.pl
2010-05-10
Niedobory snu grożą krótszym życiem
Osoby, które śpią mniej niż 6 godzin dziennie mają podwyższone ryzyko przedwczesnego zgonu - wynika z włosko-brytyjskich badań, o których informuje pismo "Sleep". Z kolei, przesypianie zbyt wielu godzin każdego dnia może wskazywać na obecność poważnego schorzenia.
Naukowcy z Uniwersytetu Warwick w Coventry razem w badaczami z Uniwersytetu Fryderyka II w Neapolu doszli do takich wniosków po przeanalizowaniu danych na temat długości snu i śmiertelności, które zebrano w 16 badań prowadzonych w USA, Wielkiej Brytanii, innych krajach europejskich oraz wschodnioazjatyckich.
Łącznie wzięło w nich udział ponad 1,3 mln uczestników, których stan zdrowia i losy śledzono przez 25 lat.
Analiza ujawniła, że osoby śpiące co noc krócej niż 6 godzin były o 12 proc. bardziej narażone na przedwczesny zgon niż osoby przesypiające zalecane 6-8 godzin.
Z kolei, sen zbyt długi - tj. trwający ponad 9 godzin każdej nocy - okazał się być ważnym wskaźnikiem występowania poważnego i potencjalnie śmiertelnego schorzenia.
Najnowsze badania dostarczają jednoznacznych dowodów na istnienie bezpośredniego związku między zbyt krótkim oraz zbyt długim snem a zwiększonym ryzykiem problemów zdrowotnych i zgonu.
Jak ocenia współautor pracy, prof. Francesco Cappuccio z Uniwersytetu Warwick, podczas gdy zbyt krótki sen może być przyczyną złego stanu zdrowia, to sen zbyt długi jest raczej odzwierciedleniem istniejących już problemów zdrowotnych.
"Współczesne społeczeństwa doświadczają stopniowego skracania się przeciętnej długości snu zażywanego przez człowieka, a trend ten jest bardziej rozpowszechniony wśród osób pracujących na pełny etat. To sugeruje, że może on wynikać ze społecznej presji, by wydłużać godziny pracy i wprowadzać więcej pracy zmianowej. Z drugiej strony, pogorszeniu się stanu zdrowia często towarzyszy wydłużenie snu" - komentuje prof. Cappuccio.
Zdaniem badacza, wyniki te potwierdzają teorię, że przesypianie co noc 6-8 godzin jest optymalne dla zdrowia.
Jak podkreślają autorzy pracy, nawyki związane ze snem powinny być postrzegane jako jeden z tych elementów stylu życia, które kształtują ryzyko różnych schorzeń i zgonu, ale na które możemy mieć wpływ.
PAP - Nauka w Polsce
2010-05-10
Pijące nastolatki bardziej narażone na nowotwory piersi
Nastolatki i młode kobiety, które często sięgają po alkohol są bardziej narażone na łagodne nowotwory piersi, które zwiększają ryzyko zachorowania na raka - wynika z amerykańskich badań, które publikuje pismo "Pediatrics".
Jak przypomina jeden z autorów pracy, dr Graham Colditz z Washington University w St. Louis, ok. 80 proc. guzów piersi ma charakter łagodny. Niebezpieczne jest jednak to, że może się z nich rozwinąć złośliwy nowotwór piersi, czyli rak.
Dotychczas, związek między ilością spożywanego alkoholu a ryzykiem raka piersi był znany w przypadku kobiet w średnim i starszym wieku.
Naukowcy z Washington University razem z kolegami z Harvard University przez 11 lat zbierali dane na temat konsumpcji alkoholu w grupie 6.899 dziewcząt i młodych kobiet, które w momencie rozpoczęcia badań miały od 9 do 15 lat.
Okazało się, że uczestniczki, które spożywały większe ilości alkoholu były bardziej narażone na łagodny nowotwór piersi. Na przykład u tych, które piły alkohol w ciągu 6-7 dni tygodniowo 5,5 razy częściej diagnozowano łagodną zmianę nowotworową niż u rówieśniczek, które nie piły wcale lub wypijały mniej niż jedną porcję alkoholu na tydzień. W przypadku nastolatek i młodych kobiet sięgających po alkohol w ciągu 3-5 dni tygodniowo ryzyko rosło 3-krotnie.
Pacjentki, u których wykrywano łagodne guzy piersi piły ogólnie częściej i więcej, a ich dzienne spożycie alkoholu wyliczono na dwukrotnie wyższe niż w przypadku rówieśniczek bez nowotworu piersi.
Zdaniem autorów pracy, badania te jasno wskazują, że ryzyko łagodnych guzów piersi rośnie wśród nastolatek i młodych kobiet wprost proporcjonalnie do ilości spożywanego alkoholu. Jest to dowód na to, że wiek nastoletni oraz wczesna dorosłość są okresem o kluczowej roli w prewencji raka piersi. Niestety, wiele pań zaczyna pić jako nastolatki, dokładnie wtedy, gdy tkanki w obrębie gruczołu sutkowego wchodzą w stadium szybkiego powielania się, zaznaczają badacze.
Jak przypomina dr Colditz, ryzyko raka piersi można zmniejszyć nie tylko ograniczając spożycie alkoholu, ale też przez zdrową dietę i aktywność fizyczną, które pomagają zachować szczupłą sylwetkę.
PAP - Nauka w Polsce
2010-04-04
11 proc. Polek paliło w ciąży, 14 proc. piło alkohol
Przedwczesny poród, niska waga urodzeniowa, wady wrodzone - to tylko niektóre efekty picia alkoholu czy palenia tytoniu przez ciężarne kobiety. Mimo to 11 proc. Polek przyznaje, że będąc w ciąży paliło, a 14 proc. - że piło alkohol. Ministerstwo Zdrowia i Główny Inspektor Sanitarny przedstawili wyniki ogólnopolskiego badania na ten temat.
Badanie zostało przeprowadzone w czerwcu 2009 roku na 382 oddziałach, gdzie przebywały kobiety wraz z noworodkami. W sumie przepytano ok. 3,3 tys. kobiet. Na pytania odpowiadały nie tylko one, ale też opiekujący się nimi lekarze i pielęgniarki.
Wyniki wskazują, że kiedykolwiek w życiu paliło 50 proc. ankietowanych kobiet; w ciągu ostatnich dwóch lat - 36 proc. z nich, a prawie co piąta (18 proc.) wypaliła w ostatnich dwóch latach prawie 20 paczek papierosów w ciągu jednego miesiąca.
Jednocześnie okazało się, że 62 proc. palących pań porzuciło niezdrowy nałóg przed lub na początku ciąży. 17 proc. kobiet zerwało z nim w pierwszym trymestrze ciąży, a kolejnych 10 proc. - w drugim i trzecim trymestrze. 11 proc. przyszłych mam kontynuowało palenie w czasie ciąży. Spośród palących 44 proc. ma wykształcenie podstawowe, 34 proc. - średnie, 36 proc. - wyższe.
Abstynencję alkoholową w ciągu ostatniego roku zadeklarowało 50 proc. kobiet w wieku prokreacyjnym. Spośród kobiet pijących w ciągu ostatniego roku, prawie co druga sięgała po piwo (49 proc.), 51 proc. piło wino, 14 proc. napoje spirytusowe.
Ok. 14 proc. wszystkich badanych i aż 29 proc. kobiet pijących alkohol w ciągu ostatniego roku piło go także, gdy były w ciąży (najczęściej były to kobiety w wieku 29-34 lata).
Używanie narkotyków choć raz w życiu zadeklarowało 4 proc. badanych kobiet, a co setna przyznała, że brała je także w ciąży! Najczęściej stosowane były przetwory konopi (marihuana lub haszysz) oraz amfetamina.
Tendencję spadkową odnotowano w przypadku stosowania przez ciężarne leków uspokajających i nasennych. W 2009 r. tego rodzaju środki zapisane przez lekarza stosowało 7,5 proc. badanych (w 2006 r. - 17 proc.), leki bez zalecenia lekarza przyjmowało 2,7 proc. kobiet (w 2006 r. - 6 proc.).
Tymczasem - jak podkreślają eksperci - skutki picia, palenia czy stosowania środków psychoaktywnych w ciąży mogą być dla dziecka tragiczne w skutkach. 11 proc. palących kobiet lub tych, które w ciąży piły alkohol, rodzi wcześniaki; dzieci palących kobiet dwukrotnie częściej rodzą się z niedowagą (12 proc.); picie alkoholu u 12 proc. kobiet prowadzi do komplikacji w przebiegu ciąży; 20 proc. dzieci pijących kobiet ma nieprawidłową długość ciała; 10 proc. tych dzieci ma niższą punktację w skali Apgar; a 16 proc. wady wrodzone.
"Są to objawy na życzenie kobiety" - podkreśla prof. Anna Dobrzańska, krajowy konsultant w dziedzinie pediatrii i dodaje, że każda ilość alkoholu podczas ciąży może mieć negatywny wpływ na rozwijający się płód.
"W tej chwili walczymy o życie dziecka z zespołem poalkoholowym, którego matka także paliła, bo to często idzie w parze. Dziecko ma pełne objawy zespołu ponikotynowego i poalkoholowego z typowym wyglądem buzi. My widzimy te stygmaty: bardzo charakterystyczne usta bez czerwieni wargowej, spłaszczona rynienka podnoskowa. Takie dzieci mają też objawy neurologiczne, bez przerwy krzyczą, są niespokojne, spocone, one potrzebują alkoholu i nikotyny" - powiedziała PAP Dobrzańska. "Te dzieci wymagają zarówno skomplikowanej aparatury medycznej, jak i podejścia farmakologicznego" - dodała.
Prof. Andrzej Poręba z Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego podkreślał, że jeden z najbardziej niebezpiecznych momentów to sam początek ciąży; często kobieta nie wie jeszcze o swoim stanie, a pali papierosy lub pije alkohol. "A to jest moment, kiedy tworzą się struktury narządów płodu - do ósmego, dziewiątego tygodnia" - powiedział. "My, jako społeczeństwo, widząc kobietę w ciąży, która pali, która pije alkohol, powinniśmy natychmiast reagować" - podkreślił.
Minister zdrowia Ewa Kopacz podkreślała, że dzięki zdiagnozowaniu problemu łatwiej będzie dotrzeć do kobiet i opracowywać programy profilaktyczne. Dodała, że matkom "w sposób czytelny" należy przekazać wiedzę o tym, jak bardzo wpływają swoim zachowaniem na wagę urodzeniową dziecka, na jego system odpornościowy; jak bardzo od nich zależy, czy dziecko będzie niskie czy wysokie, czy będzie częściej chorowało na drogi oddechowe czy też nie.
"Mnie jest wstyd - ja też jestem kobietą palącą, ale do jednego muszę się przyznać - wtedy, kiedy byłam w ciąży i potem, kiedy karmiłam - a długo karmiłam swoje dziecko - nie paliłam" - podkreśliła Kopacz. JS
PAP - Nauka w Polsce
2010-02-21
Małżeństwo zapobiega depresji
Małżeństwo to samo zdrowie - zmniejsza ryzyko depresji i stanów lękowych. Gdy się jednak kończy, problemy ze zdrowiem psychicznym mogą uderzyć ze zdwojoną siłą - informuje pismo "Psychological Medicine".
Oboje małżonkowie (a nie tylko kobiety, jak sugerowały wcześniejsze badania) zyskują na psychicznym zdrowiu w porównaniu z osobami nie będącymi w sformalizowanym związku - twierdzi psycholog kliniczna Kate Scott z nowozelandzkiego University of Otago po analizie danych niemal 34,5 tys. osób z 15 krajów - uczestników trwającego dziesięć lat badania Światowej Organizacji Zdrowia.
Stan małżonków porównywano ze zdrowiem osób stanu wolnego oraz owdowiałych.
Jeśli już w małżeństwie zdarza się depresja, to rzadziej dotyczy ona mężczyzn - zaobserwowała Scott. Badaczka wiąże to z tradycyjnym podziałem ról w rodzinie. Natomiast według WHO, im kobiety są lepiej wykształcone, tym rzadsze jest wśród nich to zaburzenie.
Małżeństwo zmniejsza również ryzyko związane z nadużywaniem różnych substancji, choć zasada ta dotyczy bardziej kobiet, niż mężczyzn. Zdaniem Scott, ten wyraźny brak symetrii można tłumaczyć tym, że w większości związków to najczęściej kobiety zajmują się dziećmi.
Małżeństwo jest "zdrowe", dopóki trwa. Jego koniec oznacza także koniec "osłonowego" działania na psychikę. Gdy separacja, rozwód albo śmierć jednego z małżonków kładzie małżeństwu kres, wówczas rośnie ryzyko zaburzeń zdrowia psychicznego. Paniom grozi bardziej ucieczka w nałogi, panom - depresja.
www.naukawpolsce.pap.pl
2010-02-21
Uzależnieni od internetu częściej mają depresję
Osoby spędzające dużo czasu na surfowaniu po internecie częściej mają objawy depresji - wynika z badań brytyjskich psychologów. Informację na ten temat publikuje pismo "Psychopathology".
Naukowcy z Uniwersytetu w Leeds zaobserwowali związek między uzależnieniem od internetu a depresją po przebadaniu 1.319 osób w wieku od 16 do 51 lat. 1,2 proc. z nich sklasyfikowano jako uzależnionych od sieci. Liczba ta wydaje się wprawdzie mała, ale jest dwukrotnie wyższa niż liczba uzależnionych od hazardu, podkreślają autorzy pracy.
"Internet odgrywa olbrzymią rolę we współczesnym życiu, ale oprócz korzyści ma również ciemne strony. Podczas gdy wielu z nas korzysta z niego w celu płacenia rachunków, robienia zakupów i wysyłania e-maili, niewielka część populacji ma problemy z kontrolowaniem ilości czasu spędzanego w sieci, do tego stopnia, że przeszkadza im to w codziennym życiu" - mówi główna autorka pracy dr Catriona Morrison. Ludzie ci zamieniają realne kontakty towarzyskie na portale społecznościowe, fora i czaty.
Z badań jej zespołu wynika, że osoby uzależnione od internetu spędzają proporcjonalnie więcej czasu na wertowaniu stron o tematyce seksualnej, serwisów zawierających gry oraz portali społecznościowych.
W grupie tej naukowcy stwierdzili więcej przypadków umiarkowanej lub ciężkiej depresji niż wśród zwykłych użytkowników sieci.
Większość nałogowców stanowiły osoby młode; ich średnia wieku wynosiła 21 lat.
Zdaniem dr Morrison, badania jej zespołu wskazują, że przesadne angażowanie się w Internet, które zaczyna zastępować normalne życie towarzyskie, ma związek z zaburzeniami psychicznymi, jak depresja czy uzależnienie. Naukowcy nie wiedzą jednak, co jest przyczyną, a co skutkiem. Czy to internet przyciąga ludzi z depresją czy też zbyt długie surfowanie po nim chorobliwie obniża nastrój?
"Jasne jest jednak, że w przypadku niewielkiej grupy ludzi nadmierne korzystanie z internetu może być ostrzegawczym sygnałem o skłonnościach depresyjnych" - zaznacza badaczka.
W Wielkiej Brytanii zaczęto się głębiej zastanawiać nad wpływem, jaki portale społecznościowe mogą wywierać na psychikę młodych, wrażliwych ludzi po fali samobójstw, która miała miejsce w walijskim mieście Bridgend. Od stycznia 2007 r. do grudnia 2008 samobójstwo popełniły tam 24 osoby, z czego większość stanowiły nastolatki od 13 do 17 roku życia.
Dr Morrison uważa, że niezbędne są dalsze badania, które pomogą ocenić wpływ nadmiernego korzystania z interntu na zdrowie psychiczne ludzi.
PAP - Nauka w Polsce
2010-02-21
Tłuszcze rybie zmniejszają ryzyko psychozy
Tłuszcze rybie mogą zapobiegać, a przynajmniej opóźniać rozwój psychozy u osób najbardziej na nią narażonych - wynika z pracy, o której informuje pismo "Archives of General Psychiatry".
Terminem psychoza określa się zaburzenia psychiczne, którym towarzyszą silne zakłócenia w postrzeganiu rzeczywistości, jak halucynacje czy urojenia. Zalicza się tu tak ciężkie choroby, jak schizofrenia czy psychoza maniakalno-depresyjna (inaczej zaburzenie afektywne dwubiegunowe).
Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego w Wiedniu oraz z Centrum Badań nad Zdrowiem Młodych Orygen w Melbourne w Australii prowadzili badania w grupie 81 młodych osób w wieku od 13 do 25 lat, silnie narażonych na psychozę. Byli to pacjenci, którzy bądź już mieli łagodne objawy psychotyczne, bądź byli obciążeni rodzinnym ryzykiem wystąpienia psychozy i jednocześnie zaczęli gorzej funkcjonować.
Prawdopodobieństwo, że w ciągu roku rozwinie się u nich pełnoobjawowa psychoza sięga nawet 40 proc. Jednak profilaktyczne stosowanie w tej grupie leków przeciwpsychotycznych budzi wiele kontrowersji. Środki te mają bowiem silne działania uboczne, jak np. zaburzenia metaboliczne, tycie czy zaburzenia seksualne i dlatego są nieakceptowane przez wielu młodych pacjentów.
W najnowszych badaniach 41 osób codziennie przez 12 tygodni zażywało kapsułki zawierające 1,2 grama wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3, podczas gdy pozostała 40 przyjmowała placebo.
Badania wskazują, że kwasy omega-3 mają bardzo korzystny wpływ na zdrowie, gdyż m.in. obniżają ryzyko chorób układu krążenia, niektórych schorzeń neurologicznych oraz nowotworów. Ich głównym źródłem w naszej diecie są tłuste ryby morskie.
Terapię ukończyło 76 pacjentów (tj. blisko 94 proc. grupy wyjściowej). Zaburzenie psychotyczne rozwinęło się w pełni tylko u dwóch osób (niecałe 5 proc.) z grupy przyjmującej tłuszcze rybie oraz u 11 osób ((27,5 proc.) w grupie kontrolnej. Kwasy omega-3 poprawiły też funkcjonowanie zażywających je pacjentów. Co ważne, odsetek działań ubocznych w grupie stosującej te tłuszcze był minimalny i porównywalny z grupą kontrolną.
Na podstawie uzyskanych wyników, autorzy pracy oszacowali, że 4 dorosłych musiałoby spożywać kwasy omega-3, aby udało się zapobiec rozwojowi pełnoobjawowej psychozy u jednego z nich w ciągu najbliższego roku.
Badacze uważają, że regularne zażywanie tłuszczów rybich powoduje korzystne zmiany w błonach neuronów i poprawia komunikację między nimi. Omega-3 są bowiem istotnym składnikiem błony komórek nerwowych, potrzebnym do prawidłowego rozwoju układu nerwowego.Zdaniem naukowców, odkrycie to rodzi nadzieję, że w początkowych stadiach rozwoju psychozy naturalne tłuszcze rybie mogą stanowić alternatywę dla leków przeciwpsychotycznych.
Kwasy omega-3 mogą jedynie powodować pewne problemy z trawieniem, ale przeważnie nie wywołują silnych działań niepożądanych. Poza bezpieczeństwem stosowania, ich zaletami są również stosunkowo niska cena i ogólnie korzystny wpływ na zdrowie.
PAP - Nauka w Polsce
2010-01-29
Lekarze: depresja to śmiertelna choroba, którą trzeba leczyć
Depresja to choroba przewlekła i śmiertelna, wymagająca kompleksowego leczenia. Liczba ofiar samobójstw, które w dużym stopniu mają związek z depresją, jest w Polsce tak duża jak liczba ofiar wypadków samochodowych - alarmowali lekarze i psychologowie podczas konferencji prasowej w Warszawie.
Na konferencji zainaugurowano czwartą edycję ogólnopolskiej kampanii społecznej Forum Przeciw Depresji, która w tym roku przebiega pod hasłem "Oblicza depresji".
Depresja, określana najczęściej jako przewlekły smutek, któremu towarzyszy spadek witalności, zniechęcenie do życia, brak apetytu i zaburzenia snu, stanowi obecnie jedną z głównych przyczyn niepełnosprawności zawodowej i społecznej. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), za 10 lat będzie ona zajmować już drugie miejsce na tej liście, zaraz po niewydolności serca.
Na świecie żyje ok. 120 mln chorych na depresję, a liczba ta ciągle rośnie. Jak powiedział prof. Aleksander Araszkiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (sprawuje ono merytoryczny patronat na kampanią), statystyki wskazują, że osoby urodzone po 1960 r. są obarczone 10-krotnie wyższym ryzykiem zachorowania na depresję niż te urodzone wcześniej.
Depresja częściej dopada kobiety. Zdaniem prof. Araszkiewicza, może to być związane z różnicami hormonalnymi, psychologicznymi i emocjonalnymi między płciami oraz z tym, że współczesne kobiety żyją pod presją pełnienia wielu różnych ról w społeczeństwie - nie zajmują się już tylko domem, ale podobnie jak mężczyźni robią kariery zawodowe.
Największy odsetek zaburzeń depresyjnych, bo niemal 25 proc., stwierdza się wśród kobiet w wieku 35-44 lat, czyli aktywnych zawodowo oraz społecznie; niewiele mniej kobiet choruje na depresję między 45. a 54. rokiem życia. Wśród mężczyzn najwyższy odsetek depresji - niemal 15 proc. - występuje w grupie wiekowej między 35. a 44. rokiem życia.
Prof. Janusz Heitzman, kierownik Kliniki Psychiatrii Sądowej warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii, podkreślił, że depresja może się rozwinąć u każdego - niezależnie od płci, wieku, sukcesów zawodowych. Cierpią na nią osoby, które przeżyły nieszczęście, które ciągle przeżywają niepowodzenia, ale też osoby określane mianem "ludzi sukcesu".
Szacuje się, że w Polsce depresję wymagającą leczenia ma 2 proc. dzieci i 4 proc. młodzieży. Depresja może być u nich związana z doświadczeniem przemocy, utratą kogoś bliskiego, niedosłuchem, stresami i problemami w rodzinie, za które dzieci bardzo często obwiniają siebie. U najmłodszych choroba ta często manifestuje się przez tzw. maski, tj. objawy nieskojarzone z depresją, jak bóle brzucha, głowy, moczenie się, zaburzenia zachowania, ucieczki z domu.
Objawy fizyczne depresji występują również u dorosłych pacjentów. "W depresji choruje nie tylko dusza, ale też ciało. Pacjenci z depresją niejednokrotnie podkreślają, że ból fizyczny, jaki odczuwają, jest wszechobecny - bolą ich wszystkie mięśnie, zęby, nawet włosy. Chodzą od lekarza do lekarza z dolegliwościami somatycznymi, jak np. bóle pleców, a to może być właśnie depresja" - powiedział prof. Araszkiewicz.
Lekarze i pacjenci powinni o tym pamiętać, gdyż im szybciej taki chory trafi do psychiatry, tym szybciej można będzie mu pomóc i tym mniejsze jest ryzyko, że depresja przejdzie w postać ciężką - zaznaczył prof. Araszkiewicz.
Specjaliści podkreślili też, że w leczeniu depresji, oprócz farmakoterapii, niezbędna jest pomoc psychoterapeuty, który m.in. pomaga przetrwać początkowy okres terapii (od 2 do 12 tygodni), gdy efekty działania leku jeszcze się nie ujawniły.
Aby zwiększyć świadomość społeczną na temat różnych "twarzy" depresji, jej objawów, sposobów radzenia sobie z nią u siebie i bliskich, Fundacja ITAKA po raz czwarty współorganizuje kampanię Forum Przeciw Depresji. "Takie kampanie są bardzo potrzebne, bo nasza wiedza na temat depresji jest bardzo mała. Nie wiemy, jak pomagać chorym. Często wydaje nam się, że wystarczy powiedzieć +weź się w garść+, a to znacznie za mało" - powiedział tegoroczny ambasador Forum przeciw Depresji, aktor Sambor Czarnota.
Artysta będzie podróżował w Antydepresyjnych Tramwajach Edukacyjnych, które przez miesiąc będą jeździć po ulicach czterech polskich miast: Gdańska (od 1 lutego), Katowic (od 8 lutego), Krakowa (od 15 lutego) i Warszawy (od 23 lutego). W tramwaju chętni otrzymają materiały edukacyjne na temat depresji, a także kupony upoważniające do bezpłatnej konsultacji z psychiatrą w wybranych gabinetach lekarskich. Można też będzie posłuchać monodramów inspirowanych tekstami o depresji, przygotowanych przez studentów Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu.
W ramach kampanii działa też Antydepresyjny Telefon Zaufania Fundacji Itaka (22 654 4041), przy którym w każdy poniedziałek i czwartek dyżurują psychiatrzy, zajmujący się leczeniem depresji. 23 lutego, podczas obchodów Ogólnopolskiego Dnia Walki z Depresją, będzie on czynny dłużej - w godzinach 12-22. W 2009 roku dyżurujący przy telefonie przeprowadzili 1165 rozmów z chorymi na depresję i ich bliskimi. Jak podkreśliła prezes zarządu Fundacji Itaka Anna Dziurka, fundacja zajmująca się przede wszystkim poszukiwaniem osób zaginionych i pomocą ich rodzinom, prowadzi ten telefon, gdyż co trzecia osoba zaginiona choruje na depresję.
Więcej informacji na temat kampanii można znaleźć na stronie internetowej: www.forumprzeciwdepresji.pl.
PAP - Nauka w Polsce
2010-01-27
W Europie 12 mln zażywających kokainę ryzykuje życiem
Ponad 3 procent nagłych zgonów w Europie związanych jest z zażywaniem kokainy. Do wielu z nich dochodzi pod wpływem śmiertelnej mieszanki tego narkotyku, alkoholu i papierosów - podali naukowcy. Ostrzegli, że 12 mln Europejczyków zażywających kokainę ryzykuje życiem. Rezultaty badań nad przyczynami nagłych zgonów wykazują, że nie istnieje coś takiego jak bezpieczne, rekreacyjne zażywanie kokainy.
"Nawet niewielkie dawki mogą mieć katastrofalne konsekwencje, włącznie z nagłym zgonem" - przestrzegł szef działu patologii w Instytucie Medycyny Sądowej w Sewilli Joaquin Lucena.
Lucena i kierowany przez niego zespół badali nagłe zgony w południowo-zachodniej Hiszpanii w latach 2003-2006. Okazało się, że 3,1 procent z nich było związanych z zażywaniem kokainy, które prowadzi do powikłań sercowo-naczyniowych, uszkadza mięsień sercowy i może spowodować nagłe zatrzymanie krążenia.
Ofiarami nagłej śmierci po zażyciu kokainy byli mężczyźni w wieku 21-45 lat. 81 procent z nich również paliło, a 76 procent piło alkohol. Samo w sobie i palenie, i spożywanie alkoholu również wiążą się z chorobami serca.
"Zażywanie kokainy oraz palenie tytoniu i picie alkoholu można uznać za śmiertelny koktajl, który prowadzi do przedwczesnej choroby serca" - pisze Lucena w artykule opublikowanym w medycznym piśmie "European Heart Journal".
Hiszpański naukowiec uważa, że wyniki jego badań można bezpiecznie rozszerzyć na pozostałą część Europy. Według niego "zażywanie kokainy staje się w Europie coraz ważniejszym problemem zdrowia publicznego. Możemy monitorować to, przeprowadzając szczegółowe autopsje wszędzie tam, gdzie dojdzie do nagłego zgonu".
Eksperci z hiszpańskiego Instytutu oceniają, że kokainę zażywa około 12 mln Europejczyków - około 3,7 procent całej dorosłej ludności w wieku 15-64 lata.
Ponad 5 procent dorosłych w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Włoszech mówi, że przynajmniej raz w życiu zażyło kokainę; najczęściej zażywają ją ludzie młodzi, w wieku 15-34 lata.
Naukowcy pracują nad szczepionkami i lekami, które pomogłyby w rzuceniu nałogu, ale prace te są nadal na etapie początkowym. KLM
PAP - Nauka w Polsce
2009-10-26
Szczepionka dla kokainistów działa
Szczepionka dla uzależnionych od kokainy pozwala przynajmniej niektórym uzależnionym zmniejszyć zależność od tej substancji - informuje serwis BBC News/Health.
Lekarze z Yale University School of Medicine podawali szczepionkę 55 uzależnionym od kokainy. U 38 procent z nich udało się osiągnąć odpowiedni poziom przeciwciał. Jak wykazały wcześniejsze badania na zwierzętach, wysoki poziom przeciwciał przeciwko kokainie we krwi odbiera całą przyjemność z narkotyku.
Badania próbek moczu potwierdziły, że osoby, u których doszło do wytworzenia przeciwciał, rzadziej brały kokainę.
Szczepionka jest dobrze tolerowana. Naukowcy zaznaczają jednak, że aby podtrzymać efekt, potrzebne są kolejne zastrzyki.PMW
PAP - Nauka w Polsce
2009-10-26
Dieta śródziemnomorska może chronić przed depresją
Jeżeli obawiamy się, że dopadnie nas zimowa depresja, powinniśmy zacząć korzystać z dobrodziejstw diety śródziemnomorskiej. Hiszpańscy naukowcy informują bowiem, że może ona chronić nie tylko przed rakiem i chorobami serca, ale również przed depresją. Badania zostały opisane na łamach "Journal of the American Medical Association".
Na naszych talerzach powinny, według naukowców, wylądować warzywa, owoce, ryby, ziarna zbóż, orzechy i rośliny strączkowe. Wszystko to suto zakrapiane oliwą z oliwek, która podnosi poziom serotoniny i jest źródłem jednonienasyconych kwasów tłuszczowych. Zredukować powinniśmy natomiast spożycie czerwonego mięsa.
Wnioski te opublikowali naukowcy z Uniwersytetów Las Palmas i Navarra, którzy przeprowadzili czteroletnie badania z udziałem ponad 10 tys. osób. Zaobserwowali oni, że ryzyko rozwoju depresji było o ponad 30 proc. mniejsze u osób, których dieta była bogata w wyżej wymienione składniki.
Okazało się, że dietę śródziemnomorską stosowali najczęściej mężczyźni, osoby starsze, byli palacze i osoby będące w związku małżeńskim. Jednocześnie osoby te charakteryzowały się większą aktywnością fizyczną i większym całkowitym spożyciem energii.
Jak twierdzą badacze, cechy osobowościowe nie miały większego wpływu na rezultaty badań. W ciągu czterech lat obserwacji wśród badanych zanotowano 480 nowych przypadków depresji. Choroba ta dotknęła 156 mężczyzn i 324 kobiet.
"Wiemy już, że dieta śródziemnomorska zmniejsza ryzyko chorób układu krążenia, a u pacjentów cierpiących na depresję obserwuje się podwyższony poziom tych samych cytokin pozapalnych. W obliczu rosnącej liczby osób cierpiących na depresję, 30-procowe zmniejszenie ryzyka ma duże znaczenie" - mówi prof. Miguel Martinez-Gonzalez z Uniwersytetu Navarra.KOC
PAP - Nauka w Polsce
2009-09-28
Picie na umór zwiększa podatność na infekcje
Popularny wśród brytyjskiej młodzieży zwyczaj upijania się do nieprzytomności, czyli tzw. "binge drinking" wpływa negatywnie nie tylko na zapamiętywanie i koncentrację, ale także osłabia układ odpornościowy - informuje serwis BBC.
Specjaliści z brytyjskiej agencji Alcohol Concern alarmują, że napadowe picie alkoholu sprawia, iż z organizmu są wypłukiwane związki niezbędne dla zwalczania bakterii i wirusów.
Najnowsze badania dra Stephena Pruetta z Uniwersytetu Stanowego Mississippi wykazały, że organizm jest najbardziej narażony na infekcje przez 24 godziny od spożycia dużej ilości alkoholu.
"Wszyscy wiemy, jakie są natychmiastowe skutki picia napadowego. Obecnie mamy coraz więcej danych na temat szkód, jakie powoduje ono w dłuższej perspektywie" - mówi Don Shenker, dyrektor Alkohol Koncern.
"Choć negatywny wpływ alkoholu na układ immunologiczny został już udowodniony, wiele osób wciąż nie zdaje sobie z tego sprawy" - dodaje Shenker.
Z danych organizacji wynika, że około jedna trzecia Brytyjczyków w wieku 16-24 lat pije na umór przynajmniej raz w tygodniu. KOC
PAP - Nauka w Polsce
2009-09-23
Eksperci ostrzegają przed dopalaczami
Wciąż mało wiemy o dopalaczach, jednak ich potencjalna szkodliwość budzi poważne obawy - mówił prof. Wojciech Kostowski, przewodniczący Wydziału Nauk Medycznych PAN podczas konferencji poświęconej dostępnym od niedawna w handlu substancjom działających na świadomość.
Dopalacze to bardzo niejednorodna grupa, a samo pojęcie pochodzi w zasadzie od dziennikarzy. Niestety, jego rozpropagowanie przez media zwiększyło obroty sprzedawców tych specyfików. Odbiorcy to przede wszystkim młodzież. Największe niebezpieczeństwo wiąże się z kierowaniem pojazdami czy operowaniem ciężkim sprzętem pod wpływem substancji zmieniających świadomość - mówił prof. Jerzy Vetulani z Instytutu Farmakologii PAN w Krakowie.
Dużym problemem jest to, że nabywcy dopalaczy nie wiedzą, co właściwie kupują. Wielu z nich sądzi, że nabyli naturalne "zioła" wykorzystywane od tysiącleci np. do praktyk szamańskich. Tymczasem dr Bogusława Bukowska, wicedyrektor Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii przytoczyła przykład mieszanki ziołowej o nazwie "spice", w której wykryto duże ilości syntetycznego kannabinoidu JWH-018, znacznie mocniejszego od obecnego w marihuanie THC. Podobnie bywa z innymi środkami, których prawdziwy skład nie zawsze jest podany na opakowaniu.
Rynek dopalaczy wciąż się zmienia - na miejsce każdego zakazanego preparatu pojawia się inny, o zmienionym składzie czy nazwie. Paradoksem jest to, że są sprzedawane jako "artykuły kolekcjonerskie, nie do spożycia przez ludzi". Dlatego nie podlegają regulacjom prawnym, dotyczącym leków czy środków żywnościowych.
Nie jest jasne, czy i w jaki sposób dopalacze mogą zaszkodzić - by to stwierdzić potrzeba długotrwałych badań, a nim się one zakończą, na rynek trafiają nowe środki o nieznanym działaniu - wyjaśniał dr Bogusław Habrat z Instytutu Psychiatrii i Neurologii PAN. - Wielu ekspertów sądzi, że naprawdę szkodliwe jest łączenie dopalaczy z alkoholem - w organizmie mogą z nich powstawać trujące kombinacje. Nie jest jasne, czy i u kogo dopalacze wywołują uzależnienie, jednak jest pewne, że ich przyjmowanie nie może rozwiązać problemów - tylko je pogłębi.
- Tak naprawdę dopalacze to raczej "zamulacze" - mówił psychoterapeuta i terapeuta uzależnień, Robert Rutkowski. Wezwał do jak najwcześniejszego rozpoczynania profilaktyki przeciw uzależnieniom. Obecnie próbuje się docierać do nastoletniej młodzieży, tymczasem realizowany przez jego instytucje w Otwocku program ma trafiać już do przedszkolaków.
Profesor Vetulani przypomniał, że można być szczęśliwym bez sztucznych używek. Jego zdaniem wielu osobom podobnie silnych, przyjemnych wrażeń co środki odurzające mogą dostarczyć zachowania zdrowsze i bardziej akceptowane społecznie - choćby sport.
PAP - Nauka w Polsce
2009-08-17
Alkohol powoduje raka jamy ustnej
Alkohol jest jedną z głównych przyczyn alarmującego wzrostu liczby zachorowań na raka jamy ustnej osób po czterdziestce - informuje serwis "BBC News/Health".
Według danych brytyjskiego Cancer Research, liczba przypadków raka wargi, jamy ustnej języka i gardła w grupie osób miedzy 40. a 50. rokiem życia wzrosła w ciągu ubiegłej dekady o 26 procent (o 28 procent w przypadku mężczyzn, o 24 procent u kobiet). Co roku w Wielkiej Brytanii zapada na tego rodzaju nowotwory około 5000 osób, a umiera z ich powodu około 1800.
W porównaniu z latami 50. XX. wieku spożycie alkoholu zwiększyło się dwukrotnie. Najprawdopodobniej alkohol jest - obok palenia - główną przyczyna nowotworów jamy ustnej. Ocenia się, że razem odpowiadają za trzy czwarte zachorowań. Inne czynniki zwiększające ryzyko to dieta uboga w owoce i warzywa, a także przekazywany drogą płciową (poprzez seks oralny) wirus brodawczaka ludzkiego (HPV), wywołujący również raka szyjki macicy.
Wcześnie wykryty rak jamy ustnej może być z powodzeniem leczony. Najczęstsze objawy - to owrzodzenia, ranki oraz białe lub czerwone plamki w jamie ustnej, utrzymujące się dłużej niż przez trzy tygodnie, czemu może towarzyszyć ból jamy ustnej lub ucha.PMW
źródło PAP - Nauka w Polsce
2009-06-29
Alkohol przyczyną śmierci w co 25 przypadku
3,8 procenta zgonów na świecie ma związek ze spożywaniem alkoholu - informuje pismo "The Lancet".
Naukowcy z University of Toronto, którzy przeprowadzili te obliczenia twierdzą także, że najbardziej zagrożone działaniem alkoholu są osoby najuboższe. Skutki nadmiernego picia można porównać ze skutkami palenia jeszcze dziesięć lat temu. Choć alkohol wywiera pewien korzystny wpływ na układ krążenia, znacznie większe znaczenie mają choroby i wypadki związane z jego działaniem. Chodzi zwłaszcza o marskość wątroby, raka jamy ustnej, gardła, jelita grubego i piersi oraz depresję i udary mózgu.
Przeciętne spożycie na świecie wynosi około 12 jednostek (120 mililitrów) czystego alkoholu na tydzień. Jednak w Europie jest to 21,5 jednostki (215 mililitrów), w obu Amerykach około 17 jednostek, a na Środkowym Wschodzie- tylko 1,3 jednostki. Nic dziwnego, że to w Europie alkohol zbiera największe żniwo. Choć nadal mężczyźni umierają przez alkohol pięć razy częściej, wzrost liczby takich zgonów wynika głównie ze zwiększenia liczby pijących kobiet. Młodzi ludzie chorują z powodu picia częściej niż starsi.
Najgorzej jest w krajach byłego Związku Radzieckiego, gdzie powodu alkoholu umiera aż 15 procent ludności.
źródło: onet.pl
2009-06-17
Palenie marihuany grozi rakiem
Palenie marihuany uszkadza DNA i zwiększaa ryzyko zachorowania na raka - wynika z brytyjsko-szwedzkich badań, o których informuje pismo "Chemical Research in Toxicology".
Jak przypomina prowadzący badania Rajinder Singh z Uniwersytetu w Leicester, wiadomo, że dym papierosowy zawiera 4 tys. związków chemicznych, z których 60 jest uważanych za rakotwórcze. Dotychczasowe badania wykazały, że substancje te moga uszkadzać DNA i przez to zwiększać ryzyko zachorowania na raka płuc i wiele innych nowotworów złośliwych.
Marihuana (robiona z żeńskich kwiatostanów konopii - Cannbis sativa) jest zaliczana do tzw. narkotyków miękkich. A ponieważ w wielu krajach stosowanie jej jest ciągle nielegalne, pali się ją rzadziej niż tytoń (i często z jego domieszką) - głównie w celach rekreacyjnych. Dlatego negatywny wpływ palenia marihuany na zdrowie nie jest poznany tak dobrze jak wpływ nikotyny.
Tymczasem, w dymie powstającym z niej w trakcie palenia obecne jest o połowę więcej policyklicznych aromatycznych węglowodorów (jak naftalen, benzopiren czy beznatracen), które mają działanie rakotwórcze.
Naukowcy z Uniwersytetu w Leicester wraz z kolegami z Instytutu Karolinska w Sztokholmie skupili się na toksyczności aldehydu octowego powstającego zarówno w trakcie palenia tytoniu, jak i marihuany. Porównywali zmiany w DNA komórek grasicy cielęcej powstałe bezpośrednio pod wpływem aldehydu octowego oraz pod wpływem dymu z 1, 5 lub 10 skrętów z marihuany.
Okazało się, że liczba uszkodzeń w DNA była zależna od dawki aldehydu, na jaką narażone były komórki. Po wypaleniu 10 skrętów zmian było tyle samo co po wypaleniu 10 papierosów.
Zdaniem autorów pracy, odkrycie to oznacza, że palenie marihuany może szkodzić ludzkiemu zdrowiu - powoduje bowiem uszkodzenia DNA, a przez to może prowadzić do rozwoju raka.
Jak przypominają naukowcy, palacze marihuany często zaciągają się bardziej niż palacze tytoniu. Dlatego wypalanie już 3-4 skrętów z marihuany może wywoływać takie samo spustoszenie w drogach oddechowych, co 20 papierosów.
źródło: onet.pl
20.05.2009
Pijana matka karmiąc piersią przyczyniła się do śmierci dziecka
Młoda Rosjanka została skazana na rok więzienia w zawieszeniu za spowodowanie śmierci swojego 5-miesięcznego dziecka, które karmiła piersią po wypiciu dużej ilości alkoholu - podała agencja RIA-Nowosti.
Śledztwo wykazało, że 28-letnia kobieta mieszkająca w Srietiensku w Kraju Zabajkalskim trzy razy w ciągu wieczora karmiła syna piersią. Wcześniej sama wypiła pół litra rozcieńczonego spirytusu. Dziecko zmarło na skutek silnego zatrucia.
Matkę uznano za winną śmierci dziecka przez nieostrożność i skazano na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata.
Sąd nakazał także kobiecie poddanie się leczeniu.
źródło: onet.pl
18.05.2009
Zaburzenia psychiczne w spadku po ojcu
Dzieci, których ojcowie cierpią na zaburzenia psychiczne są bardziej narażone na depresję i alkoholizm - dowodzą naukowcy na łamach pisma "Lancet".
Badacze z Uniwersytetu Oksfordzkiego uważają, że dotychczas zbyt dużo uwagi poświęcano analizie wpływu matek na zdrowie psychiczne dzieci, a w niedostatecznym stopniu koncentrowano się na ojcach. Kierujący badaniami psychiatra prof. Paul Ramchandani twierdzi, że ojcowie mają o wiele większy wpływ na rozwój dzieci niż wydawało się wcześniej.
"W wielu krajach, w tym w Wielkiej Brytanii, ojcowie mają większy udział w wychowaniu dziecka niż kiedyś. Gdy wychowaniem zajmowały się głównie matki, a ojcowie byli daleko, ich depresja nie odbijała się na zdrowiu psychicznym dziecka" - mówi prof. Ramchandani.
Według badaczy na dziedziczenie ojcowskich problemów narażeni sa szczególnie chłopcy, a najczęstszym "spadkiem", który im przypada jest depresja i alkoholizm.
Co więcej, problemy psychiczne dopadają mężczyzn akurat w wieku, gdy prawdopodobieństwo zostania ojcem jest największe, tzn. między 18. a 35. rokiem życia. Z badań wynika, że jeżeli ojciec przechodzi depresję gdy dziecko ma około 2 miesiące, ryzyko wystąpienia w przyszłości problemów natury psychicznej wzrasta od 10 do 20 proc.
Okazało się też, że nastolatkowie, których ojcowie cierpią na zaburzenia maniakalno-depresyjne są 10 razy bardziej niż inni narażeni na podobne zaburzenia.KOC
źródło: PAP - Nauka w Polsce
18.05.2009
Terapia metadonem wciąż w Polsce niepopularna
Zaledwie 3 proc. Polaków uzależnionych od opiatów (czyli np. od morfiny i heroiny) poddaje się terapii substytucyjnej - alarmowali na konferencji prasowej w Warszawie eksperci International Harm Reduction Program, zajmującego się walką z narkomanią.
Krajowy Program Przeciwdziałania Narkomanii przewiduje objęcie programem leczenia substytucyjnego 20 proc. chorych, ale ośrodków prowadzących leczenie metadonem jest nadal niewiele. Według Katarzyny Malinowskiej-Sempruch, eksperta International Harm Reduction Program wynika to z preferowania przez większość terapeutów metody dążenia do całkowitej abstynencji, bez używania substytutów.
Substytucyjne leczenie polega m.in. na podawaniu uzależnionym środków blokujących chęć sięgnięcia po narkotyk i niwelujących negatywne objawy po jego odstawieniu. Substancje te nie powodują odczuwania przez pacjentów uczucia euforii.
Specjaliści leczący tą metodą skupiają się na stopniowym odwodzeniu uzależnionych od przyjmowania szkodliwych substancji, podając im m.in. metadon i stosując indywidualną terapię.
Jak podkreślił Andrew Tatarsky, specjalista International Harm Reduction Program, ponad 65 proc. zgłaszających się na leczenie uzależnień od opiatów nie wytrzymuje nawet roku terapii abstynencyjnej i wraca do nałogu.
Zdaniem Tatarsky'ego restrykcyjny system leczenia uzależnień, polegający na całkowitej abstynencji jest zbyt trudny dla wielu pacjentów, gdyż często wymaga od nich porzucenia karier zawodowych i zamknięcia się w specjalnych ośrodkach.
"Od kiedy biorę metadon pracuję normalnie, mam normalny kontakt z dziećmi" - chwalił dziennikarzom efekty terapii Waldek, stoczniowiec uzależniony od 24 lat, od dwóch stosujący substytucję w ośrodku w Krakowie. W Gdańsku, gdzie mieszka i pracuje nie było takiego ośrodka, a stosowanie metadonu poza nim jest nielegalne.
Według ustawy przeciwdziałaniu narkomanii metadonem może leczyć się pacjent, który ukończył 21 lat, ma za sobą przynajmniej trzy lata uzależnienia i dwie nieudane terapie.
"Takie leczenie nie jest panaceum na wszystko, ale pozwala ratować ludzkie życie, zdrowie" - powiedział Piotr Jabłoński z Krajowego Biura do spraw Przeciwdziałania Narkomanii. Dodał, że wie, iż w Gdańsku jeszcze w tym roku powstanie kolejny ośrodek leczenia uzależnionych.
Według danych Polskiej Sieci ds. Polityki Narkotykowej, w Polsce jest dziś ok. 27 tys. uzależnionych od opiatów. 1530 z nich leczy się metadonem.
źródło: onet.pl
14.05.2009
Z roku na rok rośnie siła marihuany
konopie indyjskie - PAP
Średnia siła działania marihuany, która zwiększa się stopniowo od trzech dziesięcioleci, po raz pierwszy przewyższyła 10 procent - wynika z raportu opracowanego na potrzeby amerykańskiego rządu.
Naukowcy pracujący dla rządu przewidują, że siła działania, mierzona poprzez stężenie psychoaktywnego składnika THC (tetrahydrokannabinol), nadal będzie wzrastać.
Na Uniwersytecie Missisipi w ramach specjalnego projektu testowane są co roku tysiące próbek – mówi dyrektor projektu, Mahmoud ElSohly. Z badań wynika, że niektóre próbki mają poziom THC wyższy o 30 procent.
Średnie stężenie THC będzie wzrastać tak, że w ciągu najbliższych pięciu do dziesięciu lat osiągnie poziom o około 15 procent wyższy przewiduje ElSohly.
Badania nad silniejszą marihuaną mają szczególne znaczenie, ponieważ wysokie stężenie THC ma przeciwny efekt działania niż niskie stężenie tego składnika. Oznaczałoby też, że doświadczeni palacze marihuany mogą ograniczyć zażywanie tego narkotyku, ale w przypadku nowych, niedoświadczonych palaczy mogą wystąpić zaburzenia nastroju, paranoja, drażliwość, czy inne negatywne efekty. Silna marihuana stanowi także istotne zagrożenie dla rozwoju mózgu u ludzi w młodym wieku – dodaje Edward Jurith, dyrektor Biura ds. Polityki Kontrolowania Narkotyków (Office of National Drug Control Policy).
Większa siła konopi prowadzi też do większej liczby przyjęć uzależnionych osób do specjalnych programów zajmujących się uzależnieniem od narkotyków - dodają przedstawiciele władz amerykańskich.
W roku 2008 poziom THC w testowanej marihuanie wynosił około 10 procent, co jest znacznie wyższym stężeniem od danych z roku 1983, kiedy miał on poniżej 4 procent.
Nawet narkotyki przejęte na południowo-zachodniej granicy Stanów Zjednoczonych mają coraz wyższe stężenie THC - informują przedstawiciele Biura ds. Polityki Kontrolowania Narkotyków. Średnia moc konopi zwiększyła się z 4,8 procent w roku 2003 do 7,3 procent w 2007 roku. Jak dodają przedstawiciele biura, średnia moc marihuany z Meksyku miała natomiast tradycyjnie niższe stężenie THC.
- Najbardziej niepokoję się o dzieci, które są mocno uzależnione od tego narkotyku... o ludzi, którzy używają jej codziennie - mówi doktor Lawrence Brain, psychiatra dziecięcy z Maryland.
Lloyd D. Johnston, profesor z Uniwersytetu w Michigan, który przez 35 lat bada uzależnienie młodych ludzi, mówi, że uzależnienie od marihuany wśród młodzieży zmienia się drastycznie.
- Jedną z sił, która ich do tego ciągnie jest stopień, do jakiego - według młodych ludzi – marihuana może być groźna - analizuje Johnston. - Postrzeganie ryzyka zawsze jest głównym czynnikiem prowadzącym do zmian - dodaje.
Informacje o większym stężeniu THC, a co za tym idzie, większym zagrożeniu, raczej nie wpłyną jednak na zachowanie młodzieży – dodaje Brain.
- Nie popieram zażywania marihuany - mówi. - Ale nie da się ukryć, że jest ona wciąż popularna... Mówienie im, że teraz jest 10 razy mocniejsza w porównaniu do tego, co palili ich rodzice, nie jest argumentem, który może wpłynąć na nich w jakiś konstruktywny sposób - mówi.
- Nie sądzę, by wzięli pod uwagę to, co było trzydzieści lat temu – dodaje.
źródło onet.pl
POLICJA.PL / Aktualności /
Gdańsk, 12 maja 2009
Domowa hodowla konopi w szafie
Kryminalni z Gdyni zatrzymali 35-latka, który w swoim mieszkaniu uprawiał konopie indyjskie. 29 doniczek z sadzonkami znajdowało się w łazience, w specjalnie przystosowanej szafie - wyposażonej w lampy i wentylację. Policjanci zabezpieczyli także kilkanaście porcji już wysuszonej marihuany. Za nielegalną uprawę grozi kara do 2, a za posiadanie narkotyków do 3 lat więzienia.
Wczoraj około godziny 9:00 policjanci z grupy zajmującej się zwalczaniem przestępczości narkotykowej komendy miejskiej w Gdyni zatrzymali skodę, ponieważ posiadali informację, że 35-letni kierowca auta może mieć przy sobie narkotyki. Policjanci postanowili to sprawdzić. Ich przypuszczenia okazały się prawdziwe. Podczas przeszukania samochodu funkcjonariusze znaleźli dwie porcje marihuany.
Następnie policjanci pojechali do mieszkania mężczyzny. Tam odkryli domową hodowlę konopi indyjskich. Sadzonki były schowane w łazience, w specjalnie przystosowanej szafie. Pomieszczenie było wyposażone w specjalne lampy i osobną wentylację. Funkcjonariusze zabezpieczyli 29 doniczek. Ponadto znaleźli 17 porcji marihuany.
Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Teraz śledczy ustalają od kiedy trudnił się narkotykowym procederem.Za nielegalną uprawę konopi grozi kara pozbawienia wolności do lat 2, natomiast za posiadanie narkotyków do lat 3.
  
(źródło: KWP w Gdańsku)
Z kraju; 23-04-2009 ["Rzeczpospolita"]
Milion Polaków cierpi na depresję
Sprzedaż środków przeciwko depresji szybko rośnie. Takie leki może przyjmować w naszym kraju nawet milion osób - pisze "Rzeczpospolita".
To wniosek z danych zebranych przez firmę IMS Health. Wynika z nich, że w ubiegłym roku z hurtowni farmaceutycznych trafiło do aptek ponad 13 mln opakowań leków przeciwdepresyjnych wypisywanych na receptę.
Przyjmując szacunkowo, że jeden pacjent zużywa w ciągu miesiąca terapii średnio jedno opakowanie, może to oznaczać, że tego typu środki stosuje w naszym kraju ponad milion osób. Dla porównania, na cukrzycę cierpią 2 miliony Polaków.
Uwagę lekarzy zwraca także rosnący popyt na leki tego rodzaju. Gdy w 2001 roku sprzedało się ponad 10 mln opakowań, to cztery lata później już prawie 2 miliony więcej.
Według danych epidemiologicznych na depresję cierpi około miliona mieszkańców Polski. Lekarze zakładają, że większość z nich się nie leczy - podaje "Rzeczpospolita".
|